• Wpisów:12
  • Średnio co: 121 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 22:46
  • Licznik odwiedzin:7 188 / 1583 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Rozdział 3.:




Ciekawość mieszała mi się z obrzydzeniem. Z jednej strony ciekawiło mnie jaki jest, może faktycznie myliłam się co do niego. Jednak z drugiej, nadal miałam żal i wstręt do mrocznych elfów.
Pewnie zastanawiałabym się dłużej gdyby nie fakt,że obiekt moich przemyśleń stał naprzeciwko mnie.
-Jestem Larissa. Ale to już wiesz. -przywitałam się z chłodnym wyrazem twarzy.
-Wiem. A mnie nazywają Rosimus. - odparł szybko.
-Podoba Ci się Sylia.?-spytałam. Tak naprawdę tylko to przyszło mi do głowy.

***

-Tak, jest bardzo .. hmm.. kolorowa. -skłamałem.
-Nie to co Erendor.?-odparłam siadając na tronie.
-U nas panuje ciemność. Nie ma kolorów, no prócz czarnego i szarego. -odpowiedziałem. Poczułem wtedy tęsknotę za swoim krajem. Zacząłem tęsknic nawet za Caroline. A przecież to zupełnie nie było w mojej naturze. Miasto dobrych elfów działało na mnie zbyt negatywnie, niż sądziłem.
Ale nie mogłem też zawieść ojca, dlatego też podszedłem bliżej do Larissy.
-Może zechcesz pokazać mi Silie.?-zaproponowałem z bólem serca.
-Mogę.-odparła.
-To świetnie. - musiałem udać szczęśliwego.
-To,że zgodziłam się, nie oznacza,że tego chcę.
Ton z jakim mówiła, sprawiał,że moje zadanie stawało się co raz trudniejsze,

***

-Ciekawe o czym rozmawiają.?- spytałem zdenerwowany.
-Rocos uspokój się.- odparła Rydiana, klepiąc mnie po ramieniu.
-Jak mam się uspokoić kiedy ona sama tam z nim jest.
-Czy na pewno chodzi tylko o jej bezpieczeństwo.?
-Tak.
-Wyglądasz na zazdrosnego.-odpowiedziała mi stwierdzająco.
-Rydiana masz zbyt bujną wyobraźnie,
Tak naprawdę to miała zupełną rację. Gdy tylko pomyślałem sobie o niej i tym gockim typku, skręcało mnie w środku. Czułem jak Larissa jest mi bliska, jak dużo dla mnie znaczy. Gdybym mógł jej to powiedzieć.


***

-Tutaj jest główny plac z niego widać całą panoramę miasta.- pokazałam mu ręką ogromny plac z balkonem . -Po lewej stronie jest las mgieł i bagna, nikt tam nie chodzi, bynajmniej ja nic o tym nie wiem.-kontynuowałam,pokazując stopniowo palcem .
-Dlaczego.?-spytał, wyglądał na zaciekawionego.
Spojrzałam na niego , jak patrzy na mnie i uświadomiłam sobie,że nie jest w cale taki najgorszy, mogłabym nawet powiedzieć,że jest znośny.
-My dobre elfy boimy się takich miejsc. Ciemność nas osłabia, osłabia nasze zmysły a nawet sprawia,że nasze dary nie działają.-zaczęłam tłumaczyć mu powód, sama do końca nie wiem dlaczego.
-Rozumiem. A co jest tam po prawej stronie.?-spytał pokazując na dolinę wodospadów.
-Moje ulubione miejsce na Silii - Dolina Czterech Wodospadów.-odpowiedziałam dość niechętnie.
-Wybierzmy się tam.- zaproponował pełen entuzjazmu.
-Nie mamy na to czasu. - musiałam coś wymyślić, nie mogłam go tam zaprowadzić, Roc by mnie chyba zabił.
-W takim razie może przejdziemy się po mieście.?
-Na to mogę się zgodzić.-przystałam na tej propozycji. Wydawała mi się wtedy bezpieczna. Właśnie, wydawała mi się...
 

 
Rozdaiał 2. :




Przypatrywałam się przez chwilę nadchodzącym elfom i uciekającym w panice mieszkańcom Silii.
Bolało mnie serce,że niewinne elfy muszą odczuwać strach o swoje życie. Pogrążona w swoich myślach nawet nie zauważyłam jak podeszła do mnie Rydiana z Rają. Były to moje najlepsze przyjaciółki, zawsze mogłam na nie liczyć.
-Boisz się Larisso.?-spytała Rydiana niemal współczująco.
-Czuję strach, ale nie mogę pokazać tego tej diabelskiej larwie.-odpowiedziałam odwracając się do dziewczyn.
-Będziemy przy Tobie jak tutaj przyjdzie.Dobrze.?-zaproponowała Raja.
Cieszyło mnie,że dają mi tyle wsparcia mimo,że jeszcze nie wiedziały o najgorszym .
Nie chciałam czekać aż dowiedzą się w sali tronowej, więc opowiedziałam im o ślubie i misji.
-To straszne.-odezwała się Rydiana .
-Absolutnie.-dodała Raja.
-Co ja mam zrobić.?- spytałam bezradnie.
-Zdecydowanie musisz go w sobie rozkochać, jak powiedział Ci ojciec. To najlepsze rozwiązanie.
W sumie dlaczego zakładasz,że jest tak samo okrutny jak jego ojciec. Może jest miły.?
Nie wierzyłam w słowa Rydiany. Rosimus miły.? Naprawdę.?
-Na pewno jest taki sam.- odparłam przekonana swojej racji.
-Nie znasz go. Nie wiesz jaki on jest.
-Ty też nie. Wogóle czemu go bronisz.?- poczułam się urażona w jakimś małym stopniu. Nie spodziewałam się tego po niej.
-Nie bronie. Ja tylko staram się nie oceniać po okładce.-odpowiedziała odwracając się napięcie.
-Larissa ale za co Ty go tak wogóle nienawidzisz.?- odezwała się w końcu Raja, która od dłuższej chwili przyglądała się mojej rozmowie z Rydianą.
-Nie pamiętasz jak jego brat omamił moją siostrę i zabrał do Krainy Cienia.? Jak wyrzekła się mnie i mojego ojca. ? Jak zmienił ją z dobrej i ciepłej elficy w zimną i okrutną bestie.?- wykrzyczałam ocierając łzy z policzka. Nie lubiłam o tym opowiadać nikomu, bo wiedziałam jak dużo kosztują mnie te wspomnienia.
Rydianie zrobiło się przykro, widziałam jej sumienie. Natychmiast do mnie podbiegła tuląc najmocniej jak potrafiła.
-Przepraszam.-wyszeptała. -Całkowicie zapomniałam.-dodała.
Nie umiałam się na nią gniewać, szybko jej wybaczyłam drobną kłótnie.
-No dobrze, skoro jesteście już pogodzone to zapraszam do środka, Dzieci Ciemności właśnie przekroczyły główną bramę.-ostrzegła nas Raja, która odkąd przyszła przyglądała się mrocznym elfom.


***

Cieszył mnie widok przerażonych elfów,czułem jak się mnie boją kiedy mijałem ich domy.
Takie sytuacje tylko umacniały mnie w przekonaniu,że jestem od nich lepszy i silniejszy.
-Na samą myśl o spotkaniu z teściem, mdli mnie.-odparł Rikton,który z niechęcią chciał tu ze mną być.
-Nie przesadzaj. Bedzie fajnie. -odpowiedziałem lekko kpiąc z brata.
-W sumie to nawet bardzo ładne miasto.-odezwał się w końcu Calus. Całą drogę milczał, nawet czasami zerkałem w jego stronę czy czasem nie zgubił się.
-Calus idioto, jak Ty coś powiesz.- zaśmiałem się.
Droga do pałacu nie była długa, parę kroków dalej od elfickich domów. Musiałem przyznać,że budynek zrobił na mnie wrażenie. Był zdecydowanie większy od naszego. Ale nie pamiętam ,żeby to pałac decydował o sile rasy,więc nie przejąłem się tym za bardzo.
-Ja nie idę.-orzekł Rikton zaskakując mnie przy okazji.
-Jak to nie.?-spytałem zdenerwowany.
-Bo nie , idźcie sami. -odparł protestując .
Nie chciałem tracić czasu na sprzeczki z tym mazgajem , więc spojrzałem na Calusa i ruszyłem w stronę głównego wejścia . Oczywiście kilku strażników zaczęło nas sprawdzać niczym przestępców.
Nie trwało to długo jak myślałem. Szybko zaprowadzili nas tylko do sali,gdzie każda ściana obsadzona była najdroższymi kamieniami, podłoga była ze srebra , a w samym końcu stały dwa trony z czystego złota.
Na jednym z nich siedział elf w podeszłym wieku z widocznie zmartwioną twarzą. To na pewno musiał być ten cały Olympus.



***

-Rosimusie, jak miło Cię widzieć.- przywitałem się. Nawet jeśli nie darzyłem sympatią rozmówcy, stary elficki zwyczaj nakazywał , aby mile przywitać gościa.
-Olympusie odpuśćmy sobie te ckliwe przywitania.- odparł z arogancją.
-W takim razie nie traćmy Twojego cennego czasu . Pozwolisz,że przedstawię Ci moją córkę.
Larisso przyjdź do nas, proszę.
Dziewczyna natychmiast weszła do komnaty z dwiema swoimi przyjaciółkami. Siadła na tronie obok i zaczęła przyglądać się Rosimusowi.
-Córeczko to jest Twój narzeczony Rosimus.-przedstawiłem jej gościa,po czym wstałem z tronu sygnalizując Raji i Rydianę,że należy zostawić ich samych.
-Rosimusie, to jest moja córka Larissa.-dodałem zwracając się do mrocznego elfa, po czym wyszedłem w towarzystwie dziewczyn, które od razu zrozumiały o co mi chodzi. To samo zrobił Calus.



***

Uprzejmość króla Silii była obrzydliwa. Nie mogłem znieść tej życzliwości. Miałem ochotę wyjść i zabić swojego ojca,że kazał mi tutaj przyjść.
Uczucie minęło kiedy do sali weszły trzy elfice. Największą moją uwagę przykuła jednak dziewczyna o włosach niczym dojrzewający kasztan,ustach czerwonych jak krew,cerze bladej jak śnieg i oczach tak czarnych jak ciemność jaką miałem w sercu. Była po prostu przepiękna. Pierwszy raz widziałem tak piękną elfice.
Miałem nadzieje,że to właśnie ona jest tą księżniczką, którą mam uwieść. Wtedy ułatwiłoby mi sprawę. Przynajmniej uwiódłbym atrakcyjną zdobycz,
Gdy tylko Olympus przedstawił mi ją, poczułem ulgę a jej imię głośno zaczęło dudnieć w mojej głowie.


***

Był wyjątkowo przystojny jak na mrocznego elfa. Miał długie blond włosy,umięśnione ramiona,czarujący uśmiech i te oczy, oczy niczym błękit oceanu.
Spodziewałam się raczej jakiegoś brzydala z wystającymi uszami,skrzywionymi nogami,okropnym uśmiechu.
Ojciec przedstawił mi go i odszedł razem z moimi przyjaciółkami. Poczułam drobny żal,że zostawili mnie w ogromnej sali z nim sam na sam...
 

 
Rozdział 1. :




Gdybym był dobrym królem, nigdy nie doszłoby do tego. Moja jedyna córeczka będzie musiała wyjść za mąż z przymusu z mojej winy.-żałowałem w duchu.
Wiedziałem też,że Krakenus nie odpuści sobie tak szybko naszego kraju , dlatego musiałem mieć jakiś plan awaryjny.
Patrzyłem na nią, jak walczy sama ze sobą. Robiło mi się co raz bardziej jej szkoda.
Wkońcu odezwała się.
-Zgadzam się. - odpowiedziała mi stanowczo.
Zaskoczyła mnie jej zgoda. Spodziewałem się raczej długiego płaczu , protestów. Jest postawa tylko uświadomiła mi,że jest w stanie zrealizować mój plan.


***

Zgodziłam się.
Oczywiście miałam lekki żal do ojca,że dopuścił do takiego stanu, ale skąd mógł przewidzieć,że ktoś zabije króla mrocznych elfów, a ich nowy władca będzie chciał zapanować nad każdym królestwem w Rivandorze. Zastanawiając się na odpowiedzią doszłam do wniosku,że moja nie zgoda byłaby aktem czystego samolubstwa a nawet tchórzostwa. A przecież królestwo było dla mnie najważniejsze. Nie mogłam pozwolić na to,żeby te darmozjady zniszczyły mój kraj. Co by było gdyby nadeszła wojna.? Natychmiast nasza rasa zginęłaby z rąk tych diabelskich istot.
Mroczne elfy różniły się od nas przede wszystkim charakterem. Dla nas elfów najważniejsze było dobro, szczerość i miłość, z kolei dla nich zło,okrucieństwo i rozpusta. Nigdy żadnego nie poznałam, ale dlaczego miałabym nie wierzyć miejscowym legendom.?
Chwilę stałam bezruchu.
-Larisso, jesteś pewna.?- spytał mnie ojciec zatroskanym głosem. Widziałam,że ma wyrzuty sumienia. Potrafiłam z daleka wyczuć czyjeś sumienie. Taki był mój dar.
-Tak, jestem pewna. - ponownie odparłam z lekką pewnością siebie.
-Cieszy mnie to córeczko, ale to jeszcze nie koniec mojej prośby i Twojego zadania .
Przez chwilę czułam jak krew w żyłach zaczęła mi zastygać, a na ciele pojawiać się dreszcze.
-Jest jeszcze coś.?- spytałam zaciekawiona i przerażona w jednym.
-Musisz przekonać Rosimusa, aby przeszedł na naszą stronę. Wtedy będziemy znali każdy krok jego ojca. -odparł po chwili proponując mi nie wykonalne zadanie.
-Przecież to nie możliwe.- odpowiedziałam oburzona. Ślub, ok. Ale jeszcze go do czegoś przekonywać.?
-Możliwe, jeśli się w Tobie zakocha.-dodał.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Z trudem zaakceptowałam myśl o ślubie z nim , a co dopiero udawanie zakochanej .

***

Tymczasem w Erendorze..
-Synu jesteś gotów na jutrzejszą wizytę u swojej przyszłej narzeczonej.?- wypytywał wyraźnie podekscytowany Krakenus.
-Naprawdę muszę.? Doskonale wiesz,że spotykam się z Caroline . - odparłem . Wkurzało mnie to,że muszę wziąć za żonę jakąś elfią cnotkę. Moje życie nigdy nie sprowadzało się do ślubu. Nigdy nie chciałem z żadną związać się na poważnie. Miałem mnóstwo diabelskich elfic, które rzucałem gdy tylko mi się znudziło. Dlaczego miałbym rzucać dotychczasowe nawyki dla jakiejś panny z dobrego domu.? Miałem nadzieję,że ojciec żartuje,że zmieni zdanie i po prostu zaatakuje Silie tak jak pozostałe kraje.
-Dlaczego po prostu nie napadniesz na to królestwo.?-dodałem po chwili.
-Bo mam co do tego kraju inne plany.- odpowiedział uśmiechając się do mnie jeszcze bardziej przebiegle niż zwykle.
Nie ukrywałem swojego zainteresowania. Imponowało mi to co robił mój ojciec. Pragnąłem być taki jak on.
-Jakie znowu plany.?
-Uwiedziesz tą całą Larisse do takiego stopnia,żeby błagała by być taka jak my.
-Jak to ma pomóc w wybiciu tej rasy.?- spytałem całkowicie zdezorientowany.
-To bardzo proste Rosimusie. Gdy córka Olympusa zmieni się w mrocznego elfa , on całkowicie załamie się,będzie podatny na każde moje żądania,aby odzyskać córkę. Uwierz mi synu ,że z wielką chęcią zmieniłbym w popiół to miasto przelewające się miłością i dobrocią. Ale na tą chwilę jest to po prostu nie możliwe, bo mają zbyt silną armię nawet jeśli o tym nie wiedzą.
Chwilę zastanawiałem się nad tym całym planem ojca. W sumie dlaczego by nie spróbować.?
-No dobra. Jutro pojadę tam z paroma żołnierzami. - zgodziłem się, w końcu co miałem do stracenia.
-Synu pamiętaj, nigdy nie daj się zakochać. Miłość tylko odbierze Ci siłę i wiedzę jaką wpajałem Ci tyle lat. Miłość sprawi,że stracisz czujność, miłość sprawi,Ci tylko ból i rozczarowanie. Będziesz po prostu słabym elfem,którym będą pomiatać.-dodał, uświadamiając mi jeszcze bardziej , że to uczucie nie jest nikomu potrzebne do szczęścia.


***


Następnego dnia spotkałam się z Rocosem w naszym ulubionym miejscu. Była to dolina czterech wodospadów, najpiękniejsze miejsce w Sylii. Już jak byliśmy dziećmi lubiliśmy tutaj przychodzić. . Przyrzekliśmy sobie wtedy ,że będzie to tylko nasze miejsce.
Gdy tylko usiedliśmy w jaskini za jednym z wodospadów, postanowiłam powiedzieć mu o misji jaką mi powierzył ojciec.
- .. i muszę poślubić jakiegoś tam Rosoma czy Rosimusa , a potem sprawić,żeby przeszedł na stronę dobra.
Gdy mu opowiadałam co mnie czeka, czułam jak Roc smutnieje. Nigdy go takiego nie widziałam Zawsze był uśmiechnięty, nigdy nie wybuchał gniewem. Był po prostu idealny.
-Musisz to robić.?- odparł po chwili milczenia.
-Muszę. Chyba nie chcesz wojny.? - odpowiedziałam szybko i pewnie.
-Oczywiście,że nie.
-No właśnie. Ja też nie i dlatego muszę to zrobić.-odparłam.
Przez chwilę oboje milczeliśmy. Roc tylko patrzył na mnie tymi swoimi przymrużonymi brązowymi oczami.
-Larisso bo ja .. chcę Ci coś powiedzieć.- wkońcu wyjąkał.
-Co takiego.?- spytałam zaciekawiona.
-Bo..
Niestety nie było mu pisane powiedzieć o co chodzi, bo w oddali usłyszałam co raz głośniejszy alarm bijący z zamku.
Wystraszyłam się. Natychmiast poszybowałam na swoich małych elfich skrzydełkach w stronę domu.
Gdy tylko wylądowałam na dziedzińcu, zobaczyłam jak żołnierze wybiegają z pałacu.
-Co się stało.?- wypytywałam biegnącą straż. Nie uzyskałam szybkiej odpowiedzi. Chwilę mi zajęło dowiedzenia się jaki jest powód alarmu. Na szczęście jakiś uprzejmy żołnierz powiedział mi,że mój przyszły narzeczony wraz ze swoją armią ciemności nadciąga.
Zrozumiałam,że moje spotkanie z chłopakiem, którym gardzę najbardziej na świecie jest bliskie...
 

 
Prolog :


Jak każdego dnia spacerowałam po Silii, aby upewnić się czy jej mieszkańcom niczego nie brakuje.
Wkońcu byłam 120 letnim elfem natury i dobrego sumienia i do tego przyszłą królową.
Nie umiałam żyć z faktem,że mieszkam w pałacu w dostatku, gdy niedaleko mnie ktoś błaga o jedzenie. Dziś tez wyniosłam parę kromek chleba, aby rozdać je w najbiedniejsze części królestwa.
Cieszył mnie widok dzieci, które tuliły mnie w zamian za posiłek.
Z tego wszystkiego nie zauważyłam nawet jak szybko przepłynął mi czas. Gdy zaczęłam kierować się ku pałacowi ,zza pleców usłyszałam swoje imię. Nie odwróciłam się od razu. Czułam tylko ,że ktoś co raz szybciej się do mnie zbliża.
-Larisso-powtórzył błagająco.
Ciekawość zwyciężyła nade mną , odwróciłam się i zobaczyłam naprzeciw siebie wysokiego, umięśnionego bruneta . Był to Rocos, mój najlepszy przyjaciel.
-Cześć, co tutaj robisz.?- spytałam
-Szukałem Ciebie.- odparł zdyszany chwytając się swojej talii.
-Mnie.? Co się stało.?
-Ojciec Cię szuka Larisso.- odpowiedział regulując oddech. - Chodź ze mną, podwiozę Cię. - wskazał na pegaza, który czekał na rozkazy swojego pana. Był przepiękny, jego śnieżnobiała sierść lśniła a skrzydła powiewały z każdym ruchem.
Z chęcią się zgodziłam. Uwielbiałam to zwierzę, a jeszcze bardziej latać na nim. Roc, bo tak lubiłam na niego mówić oczywiście pomógł mi wsiąść po czym sam zrobił to samo .
Przytuliłam się do niego, splatając ręce wokół jego klatki , czułam jak jego mięśnie napinają się.
Biło od niego tak dużo ciepła, nawet jeśli nie zdawał sobie z tego sprawy.
Lot nie trwał długo, po kilku trzepotach skrzydeł Serafina byliśmy na placu głównym.
-To ja odprowadzę Serafina do stajni.- zwrócił się do mnie zsiadając z pegaza.
-Dobrze. To ja uciekam. Do jutra Roc.- odparłam żegnając się.
Nie czekałam na odpowiedzieć chłopaka, byłam zbyt ciekawa czego chce od mnie ojciec.
Pobiegłam szybko do komnaty, w której lubił przesiadywać. Na moje szczęście go tam zastałam.
-Wyzwałeś mnie.?
-Tak. Muszę Ci coś powiedzieć.-odparł widocznie czymś zatroskany.
-O czym.?- byłam co raz bardziej ciekawa co ma mi do powiedzenia.
-Pamiętasz,że masz objąć tron po mnie.?
-Pamiętam doskonale.- odpowiedziałam bez zawahania.
-I możesz go objąć w bardzo szybkim czasie.
-Naprawdę.?- nie powiem zaskoczyło mnie to.
-Tylko jest jeden warunek.- podszedł do mnie z jeszcze bardziej smutną miną niż tutaj weszłam.
-Jaki.? Spełnię każdy.- byłam tak zachwycona myślą objęcia władzy,że nie zauważyłam ponurej miny ojca.
-Musisz poślubić za miesiąc Rosimusa, księcia mrocznych elfów. Aby zachować pokój w naszych królestwach.- odparł z łzami w oczach.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Sama myśl o ślubie i życiu z diabelskim synem przyprawiała mnie o mdłości. Zycie mojego królestwa było w moich rękach...
 

 
Bo żyć możesz tylko tym, za co zgodzisz się umrzeć.
 

 
Szlachetny człowiek wymaga od siebie, prostak od innych.
 

 
Znajdź mnie szybko. Zanim znajdzie mnie kto inny.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
"Papieros jest doskonałym przykładem doskonałej rozkoszy. Sprawia przyjemność, a nie zaspokaja."
 

 
Mów za plecami ludzi tyle, ile miałbyś odwagę powiedzieć im prosto w oczy.
 

 
"Jesteś uwięziony między tym, co czujesz, a tym, co wypada
zrobić i co pomyślą inni. Zawsze wybieraj to, co sprawia, że
możesz być szczęśliwy. Chyba że chcesz, by szczęśliwi byli
wszyscy oprócz Ciebie."
 

 
Kochać to także umieć się rozstać. Umieć pozwolić komuś odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu.